Agencja detektywistyczna
Ale nie powiedział mi. Musi być jednak bardzo bogaty. — Po czym tak sądzisz. — Bo obiecał mi pięć tysięcy duros, jeżeli pozwolę mu uciec; rozumiesz, pięć tysięcy! — Do wszystkich diabłów, dlaczego nie robisz tego interesu? — Durna głowo, a jak mogę? — Dlaczego nie? — No bo jak go wypuszczę, to zedrą ze mnie pasy i na co mi wtedy pieniądze? — Uciekaj razem z nim. — To także nie wchodzi w rachubę. — Dlaczego nie? — Potrzeba dwóch, by go w nocy spuścić z pokładu, jeden nie da rady. — No to ja ci pomogę. — Tak, wtedy by się udało, ale jeszcze chciałbym wiedzieć co to za jeden i czy mogę mu zaufać. — A kiedy i skąd znalazł się na statku? — Zabraliśmy go z jednego zamku, który się nazwał Rodriganda, a leży w pobliżu Barcelony. — Czy kapitan ma z nim jakiś spór? — Nie, myślę, że to sprawka starego Gasparina Kortejo, ten pewnie to urządził. — Któż to jest? — To szczwany lis, adwokat jeden, który z naszym kapitanem prowadzi wspólne interesy. — No, jeżeli on mieszkał w zamku, to musi mieć pieniądze.— Pańscy przyjaciele sprawili się dzielnie — A przede wszystkim powinien pan dziękować Winnetou, bez którego pomocy nie moglibyśmy przybyć tu tak szybko i pewnie. Grubas z podziwem spojrzał na zgrabną i silną postać Apacza. Uścisnął mu rękę i rzekł: — Wiedziałem, że Winnetou musi być w pobliżu, jeśli widzi się Old Shatterhanda. Ponieważ jestem jakby żabą, więc niech ten bocian, którego zwą Długim Davy’m, połknie mnie z miejsca, jeśli agencja detektywistyczna jesteście najodważniejszym Indianinem, jakiego kiedykolwiek widziałem. Bob z radosnym okrzykiem podszedł do Hobble-Franka i rzekł: — Nareszcie, nareszcie, pan Bob znów widzieć swój dobry pan Frank! Pan Bob chcieć zabić wszystkich Szoszonów, ale pan Shatterhand z pan Winnetou chcieć sami obu uwolnić.
Niech mi pan poda rękę! Uścisnął rękę roześmianego grubasa i podszedł do Marcina Baumanna, który wracał wraz z Bobem. Wszyscy winszowali Marcinowi wyrazami najwyższego uznania. Old Shatterhand zaś zwrócił się do zebranych: — Panowie, zostawcie teraz konie, które są już bezpieczne. Rozbiegły się tylko wierzchowce Ogallalla. Ci ludzie muszą pojąć, że nie mają już żadnych szans. Muszą się poddać, choćby pod wrażeniem podziemnych mocy i śmierci wodza. Farmerka niezwruszona ciekawie wykrzykuje twarde wiatraczki.